ZAWODY

3. Bieg Walentynkowy – relacja

Największy bieg walentynkowy w Polsce odbył się w miniony weekend właśnie w Krakowie. Na starcie w dwóch kategoriach stanęło ponad tysiąc biegaczy, a większość w czerwonych i szarych czapkach wprost z pakietów!

Nie lubię dystansu pięciu kilometrów, więc właściwie każdy start mogłabym podciągnąć pod „przekraczanie strefy komfortu”. Mimo to z uporem maniaka zapisuje się na te piątki z nadzieją, że może kiedyś coś zaskoczy i pomyślę – kurcze, przecież te krótkie dystanse są świetne! Póki co ten moment jeszcze nie nastał, więc cierpliwie czekam i się zapisuję. Oczywiście po pracy też staram się trenować piątki, ale to już materiał na osobny tekst 😉

Niespodzianka

Gdy zjawiłam się w parku miałam jeszcze dwadzieścia minut do startu. Rozglądałam się dookoła i czekałam na zwycięzców drugiej serii biegu „dla par”. Zupełnym przypadkiem okazało się, że stanęłam obok Pauliny, z którą nie widziałam się od sześciu lat. Wokół tylu kolorowych zawodników, a my stałyśmy praktycznie ramię w ramię. Kiedyś trenowałyśmy razem siatkówkę, a dziś liczyłyśmy, że z uśmiechem na ustach pokonamy pięć kilometrów w zawodach. Szybko nadrobiłyśmy informacje – ustaliłyśmy, gdzie mieszkamy, co studiujemy, gdzie pracujemy, co robimy w wolnych chwilach… i z tą całą wiedzą mogłyśmy już biec.

bieg walentynkowy

3. Bieg Walentynkowy

Początkowe kilometry szły po mojej myśli, mimo, że nieco wiało. Byłam pod wrażeniem dużej frekwencji i tempa, jakie narzucili uczestnicy. W okolicy czwartego kilometra zaczęłam odczuwać spadek energii i zachciało mi się pić. Jednak na łyk wody nie miałam co liczyć. Trzeba było trzymać tempo, a przynajmniej go nie zwalniać. Po rundzie wokół Błoń wbiegliśmy do parku, gdzie dopadła mnie kolka. Odrobinę zwolniłam i zapatrzyłam się na nową, kosmiczną budowlę, która ma oczyszczać powietrze ze smogu. Potem dwie alejki, kilka pomników, zakręt i meta! Ze świadomością, że na tym dystansie czeka mnie jeszcze sporo pracy, odbierałam medal z rąk wolontariuszki.

Jednak niezależnie od mojej dyspozycji to była bardzo udana niedziela w świetnym towarzystwie. W pakiecie ciepła czapka, na trasie czerwone balony, a na mecie w hali Wisły ciepła herbata i wuzetka. Mówiąc krótko – świetna organizacja i bardzo pozytywna energia! Panie były dumne z Panów, Panowie zachwyceni postawą Pań, a dzieci, zainteresowane zdobyczami na szyjach rodziców, śmiały się ze wszystkich sił. Dla takich widoków i chwil warto biegać, choćby miało to zajmować o kilka minut za dużo 🙂

Miłości wszystkim! Nie tylko w Walentynki i nie tylko do biegania ❤️

Share on FacebookTweet about this on TwitterPin on PinterestShare on Google+Share on LinkedIn

Może Ci się również spodobać