MAM KRYZYS!

Czy na bieganie zawsze trzeba mieć chęć? Kilka słów o świadomej przerwie.

nie mam chęci na bieganie

Pomysł na wpis (jak wiele innych) zrodził się oczywiście z moich osobistych przeżyć. Bo przyznaję – wcale nie mam ochoty biegać. Do pracy chętnie jeżdżę rowerem, wieczorem czasem zdarzy mi się pomachać nogą z Chodakowską, po powrocie Kamila znowu dużo spacerujemy i nie mogę powiedzieć żebym zasiadała z kubełkiem lodów na kanapie. Ale do biegania mnie nie ciągnie.

Na początku próbowałam na siłę – idź, wyjdź, pobiegnij, w końcu masz bloga o bieganiu i chyba nie chcesz na zawsze zakończyć tej przygody. Zbierałam się, odbębniałam i zupełnie nie miałam z tego fun’u. Bo z przymusu nic nie wychodzi. Dlatego też postanowiłam zrobić sobie świadomą przerwę. Bo albo coś się zmieni albo faktycznie przestanę biegać i będę musiała zmienić nazwę bloga, bo wybiegana to już na pewno nie będę.

Nie mam chęci na bieganie, więc… jeżdżę

Przestałam biegać i myśleć o bieganiu. Dużo większą frajdę sprawia mi jazda na rowerze i wkręciłam się w nią tak, że w każde miejsce chciałabym docierać rowerem. Wszędzie gdzie jestem – pod galerią, u szewca albo pod urzędem – sprawdzam, gdzie znajdę stojaki żeby kolejnym razem móc podjechać rowerem. Teraz gdy oglądam mój kalendarz w aplikacji Polar widzę mnóstwo dni z treningami rowerowymi i bardzo się tym cieszę. W głowie zaczęłam sobie układać już kolejne wycieczki – na kopiec Wandy, nad Zalew Nowohucki, do Alwerni, a nawet zaświtała mi myśl o przetestowaniu szlaku Gren Velo Łańcut – Sandomierz. Mam również plan przeobrażenia mojego roweru w piękną bordową lub błękitną strzałę 😉 Jeżdżenie na rowerze sprawia mi wiele frajdy i cieszę się, że tak łatwo można uniezależnić się od komunikacji miejskiej albo samochodu. Rower w takim wymiarze odkryłam bardzo późno, ale chcę to wszystko nadrobić.

A co z tym moim bieganiem?

Przerwę, która trwała trzy tygodnie powoli kończę. W tym czasie byłam biegać dwa razy bez żadnej presji, a wybiegane wtorki i czwartki spędzałam z koleżankami w kawiarni albo na spotkaniach ze znajomymi. Kompletnie nie czułam potrzeby żeby biegać, żeby przygotowywać się do jakichkolwiek zawodów, bo bieganie dla samych medali, dla zdjęć na instagramie albo samych pochwał, że wystartowało się w kilkunastu zawodach w ciągu roku zupełnie mnie nie interesuje. Przestałam czerpać z tego przyjemność – tylko tyle i aż tyle.

Czy jest sens się zmuszać? Nie sadzę. Bo w imię czego? Tych zdjęć na Insta albo zobowiązującej nazwy bloga? Nie warto. Życie jest za krótkie żeby robić coś wbrew sobie. Doskonale wiem, że do biegania wrócę. Może jutro, może pojutrze, albo w przyszłym tygodniu. Nie planuję z tego powodu czuć się zła ani gorsza.

Kiedy biegowy detoks ma sens?

Przede wszystkim wtedy, gdy czujesz, że coś nie gra. Wcale nie chcesz iść na trening, po jego zakończeniu nie czujesz się świetnie, marzysz o tym żeby odpocząć albo po prostu pospacerować. Wcale nie ciągnie Cię na ścieżkę, a start w zorganizowanym biegu zupełnie Cię nie kusi. Gdy wolisz spędzać czas w zupełnie inny sposób i nie masz wyrzutów sumienia. Gdy myślisz sobie, że na bieganiu świat się nie kończy i mała przerwa jest Ci po prostu najnormalniej w świecie potrzebna.

Świadoma przerwa, która trwa tydzień czy dwa nie jest niczym złym. Forma pewnie uleci, po powrocie będzie biegało się trudniej, ale czy biegając na siłę czerpiemy z tego przyjemność? Ja żadnej. W czasie przerwy można przecież być aktywnym  w inny sposób. Choć wątpię by osoby, które na co dzień biegają w trakcie przerwy leżały plackiem na kanapie, jadły popcorn i oglądały Netflixa, zarywając noce. Ale jeśli w tym czasie uprawiasz jogę, spacerujesz, chodzisz na basen to nie miej wyrzutów sumienia. Zmiana dyscypliny może nawet przynieść późniejsze korzyści w trakcie biegania 😉

Świadoma przerwa – 6 przykazań

  1. Nie musisz biegać, ale bądź aktywny.
  2. Nadal zdrowo się odżywiaj.
  3. Odpocznij zarówno fizycznie, jak i mentalnie.
  4. Nie miej wyrzutów sumienia!
  5. Daj sobie czas – tydzień, dwa albo i trzy.
  6. Wróć, kiedy autentycznie zatęsknisz za bieganiem.

Myślę, że moja przerwa niedługo się skończy, bo już powoli myślę o wolnym treningu. Jednak czuję, że była mi potrzebna i bardzo się cieszę, że dorosłam do momentu, w którym potrafię się do tego przyznać sama przed sobą. Bo w każdym związku czasem pojawia się kryzys, więc czemu miałby ominąć nasze związki z bieganiem? 😉

Share on FacebookTweet about this on TwitterPin on PinterestShare on Google+Share on LinkedIn

Może Ci się również spodobać