MAM KRYZYS! MOTYWACJA

Jak biegać regularnie? Stwórz plan!

jak biegać regularnie

Regularne bieganie to jedno z największych wyzwań biegaczy. Na początku, gdy mamy wiele motywacji i po prostu bardzo nam się chce jest stosunkowo łatwo. Problem zaczyna robić się w momencie, gdy lista obowiązków rośnie, motywacja maleje, a lenistwo zaczyna się coraz bardziej panoszyć w naszej głowie.

Może wspólnie?

Jesienią zaczęłam umawiać się na bieganie z moim chłopakiem. Niby byliśmy zmotywowani, ale najczęściej nasze wspólne bieganie kończyło się w kawiarni, w galerii na zakupach, w kinie albo na ciepłej herbacie w domu z równie dobrym serialem. We wtorek twierdziliśmy, że pójdziemy w środę, w środę przekonywaliśmy się, że przecież mamy jeszcze czwartek i piątek, a w piątek widzieliśmy nadzieję w weekendzie. Chcieliśmy biegać, ale inne sposoby spędzania czasu były równie kuszące. I niestety przy braku motywacji, bieganie zaczęło z nimi przegrywać.

Grunt to mieć dobry plan

Wówczas niby też mieliśmy plan ale, polegał on po prostu na wspólnym, wieczornym bieganiu. Wraz z nadejściem lutego, gdy zostałam na pewien czas w Polsce sama, postanowiłam podejść do tematu treningów w inny sposób. Wydrukowałam kalendarz i postanowiłam zrobić rozpiskę. Założyłam, że obowiązkowo biegam w weekendy, bo przecież muszę wykorzystać większą ilość czasu i fakt, że w końcu mogę robić to rano. Natomiast w dni zjazdów treningi miałam wykonywać po zajęciach. Do tego dołożyłam obowiązkowe biegi we wtorki i czwartki. Postanowiłam, że nie będę umawiać się z nikim po pracy w te dni. Spotkania proponowałam w poniedziałki, środy i piątki i mimo wielu obowiązków zawsze udawało mi się dogadać z przyjaciółkami czy znajomymi. Gdy ktoś preferował czwartek stawiałam sprawę jasno – wtedy nie mogę, bo biegam. I bez wyjątków każdy to rozumiał.

Tym samym stworzyłam sobie plan, choć pewnie wszyscy zgodnie przyznamy, że dość luźny. Nie było w nim określonych międzyczasów czy szczegółowych dystansów. To był mój plan, który postanowiłam wdrożyć w życie bez korzystania z przygotowanych, bardziej zaawansowanych rozpisek. Nigdy za nimi nie przepadałam, bo momentalnie zabijały moją motywację. Jednak z jakiegoś planu korzystać trzeba, bo inaczej po pracy łatwo znaleźć się w kawiarni, na zakupach czy kręglach.

Efekt?

Po miesiącu biegania według takiego luźnego planu okazało się, że… biegałam! Nie wymigiwałam się ani nie szukałam wymówek. Wiedziałam, że dwa dni w tygodniu zarezerwowane są na treningi i choćby bardzo mi się nie chciało nie ma przebacz. Oczywiście motywacja odegrała tutaj też niemałą rolę, bo przy jej braku nawet najlepszy plan by mi nie pomógł. Ale trzymanie się w miarę sztywnych reguł i wybranie konkretnych dni na trening naprawdę bardzo pomaga. Aż dziwi mnie, że wcześniej nie wpadłam na to by narzucić sobie lekki rygor w takiej formie. Po miesiącu przyzwyczaiłam się do tego jak wyglądają mój tydzień i bardzo mi to odpowiada. Jednak nie ma to jak plan 😉

Jak tam Wasze plany? Trzymacie się ich czy stawiacie na spontaniczność w bieganiu?

Share on FacebookTweet about this on TwitterPin on PinterestShare on Google+Share on LinkedIn

Może Ci się również spodobać