LIFESTYLE

Jazda rowerem do pracy – 8 powodów, dla których warto wsiąść na dwa kółka!

jazda rowerem do pracy

Zawsze podziwiałam ludzi, którzy nie korzystają z MPK, a z miejsca na miejsce docierają rowerem. Nigdy nie wyobrażałam sobie też, że stanę się właśnie taką osobą. Jednak nawet się nie obejrzałam, a przeobraziłam się w prawdziwą cyklistkę, docierającą do pracy na dwóch kółkach. I Ciebie również chciałabym do tego zachęcić!

Zalety jazdy rowerem do pracy:

1. Nie korzystam z komunikacji miejskiej

A tam wiadomo… czasem ciasno, czasem nieładnie pachnie, czasem można przejechać się tramwajem pamiętającym zeszły wiek. Przeważnie nie ma co liczyć na miejsce siedzące, a gdy już jest wolne przypominam sobie, że właśnie przesiedziałam osiem godzin przed komputerem. Dlatego stoję. Przemieszczam się raz w prawo, raz w lewo, odsuwam od automatu z biletami, przysuwam do automatu z biletami, szukając miejsca, gdzie nikt nie będzie mnie przesuwał, popychał, stawał na białych butach (sic!) ani szturchał. I tak mija mi przeważnie około trzydziestu minut życia. A to dopiero podróż w jedną stronę.

2. Nie spóźniam się

Moje ulubione poranki to te, gdy przychodzę na przystanek i dowiaduję się, że nigdzie nie jadę, bo… nic nie jeździ. Wypadek, awaria torowiska, wykolejenie, auto, które zastawiło tory, brak prądu w trakcji… No możliwości całe mnóstwo! I zawsze coś się przytrafi akurat po ósmej rano, gdy istne tłumy chcą się dostać do pracy. Najczęściej kończy się to spacerem (przez kolejne dwa, trzy przystanki), potem tramwaje ruszają, choć „możliwe są utrudnienia w funkcjonowaniu komunikacji miejskiej” w związku z czym jadę pierwszym lepszym, potem się przesiadam na kolejny i po około czterdziestu minutach znajduję się pod biurowcem. A rowerem? Trzydzieści minut i jestem na miejscu. Niezależnie czy jest prąd w trakcji i czy ktoś przypadkiem nie zaparkował na torowisku.

3. Od rana mam dobry humor

Endorfiny działają! Człowiek zamiast się wkurzać na to MPK, na tłum i smród cieszy się, że zażyje sportu o poranku. A osiem kilometrów to już nie byle co, warto na te rower wsiąść.

4. Mogę pokonywać nawet 368 km miesięcznie na rowerze

A rower wiadomo – dobre kardio, chroniące przed miażdżycą i uodparniające na stres. Ten dystans to oczywiście wynik, które osiągałabym, wsiadając na rower od poniedziałku do piątku, niezależnie od pogody, samopoczucia, spotkań po pracy czy niespodziewanych sytuacji. W maju nie udało mi się osiągnąć takiego kilometrażu, ale może w czerwcu będę już temu bliższa 😉

5. Podziwiam nieśpieszny Kraków o poranku

Na błoniach, wałach i w parku prawie nikogo nie ma. Pozdrawiam innych rowerzystów i biegaczy. Auta mi nie przeszkadzają, bo praktycznie ich nie ma. Nie muszę się za często zatrzymywać, oglądam biegnących do autobusów ludzi, babcie spacerujące z wnuczkami, biegaczy, którzy mają czas na trening po ósmej rano (zazdroszczę!), zakochane pary na kładce Bernatce w trakcie randki (nadal o ósmej rano i nadal zazdroszczę!), szkolne wycieczki i piękne słońce. Tylko wiatr czasem daje mi w kość, ale i tak jest wspaniale!

6. W drodze powrotnej wpadam do kawiarni, parku lub sklepu

Nigdy wcześniej nie jeżdziłam rowerem w taki sposób. Najczęściej wybierałam się na wycieczkę np. do Tyńca, a potem wracałam. Rower nigdy nie był przypinany, nigdy nie był zostawiany w miejscach publicznych i nigdy nie został również ukradziony. Teraz przemieszczając się po Krakowie koduje miejsca ze stojakami i na spotkania po pracy najczęściej staram się również dotrzeć rowerem. Potem do domu jadę inną niż zwykle drogą, co jest również szansą na spojrzenie na Kraków z innej perspektywy.

7. Zaczynam i kończę dzień aktywnie

Godzinę, którą przeznaczałam na jazdę tramwajem, teraz przeznaczam na przejechanie szesnastu kilometrów. Po wyjściu z pracy nie muszę się przejmować czekaniem na tramwaj ani jego awarią. Wsiadam i jadę, wiedząc, że po drodze do domu na pewno spotka mnie jeszcze coś przyjemnego. W jedną stronę mogę spalić około 200 kalorii, co jest również miłą informacją.

8. Zaoszczędzam całe 89 złotych miesięcznie

To argument w sam raz dla ludzi z Krakowa i Poznania. A prawie stówka w kieszeni to już nie byle co! Będzie na kolejną koszulkę biegową, zapisy na bieg, albo po prostu dobrą pizzę z deserem 😉

Mam nadzieję, że przekonałam nieprzekonanych, bo fajnie do pracy dotrzeć rowerem! Niedługo więcej praktycznej wiedzy na ten temat 🙂

Share on FacebookTweet about this on TwitterPin on PinterestShare on Google+Share on LinkedIn

Może Ci się również spodobać