MOTYWACJA

Proste patenty na poranną pobudkę

Czasem wstać o poranku jest naprawdę ciężko, a wizualizacja dłuższego wybiegania niekiedy bardziej zniechęca niż zachęca. Dlatego dobrze jest mieć przygotowanych kilka wariantów, które wyciągną nas z ciepłego łóżka.

Kiedy mam zły dzień potrafię przez pół godziny bić się z myślami czy lepiej pospać jeszcze chwilę, czy może jednak wstać. Po przeanalizowaniu wszystkich scenariuszy najczęściej stwierdzam, że warto i zaczynam przygotowywać się do biegu. Ale z tymi myślami to różnie bywa, dlatego lepiej mieć przygotowane inne, bardziej konkretne motywatory, które wyrwą nas z łóżka i z domu.


Motywacja w głowie 

Kiedy po raz trzeci przesuwam drzemkę o kolejne pięć minut zaczynam sobie uświadamiać jaka będę zła jeśli nie wstanę na bieganie. Potem cały dzień mam wyrzuty sumienia, wszystko mnie wkurza i powtarzam sobie, że jak tylko nadarzy się kolejna okazja do porannego biegu wstanę na milion procent! Kiedy już uda mi się podnieść z łóżka i odbyć choć krótki trening dzień trwa dłużej, a po biegu mam lepszy humor i więcej sił. Czuję, że zrobiłam coś dla siebie i nawet jeśli ledwo udało mi się przebiec pięć kilometrów pękam z dumy, że się zebrałam i nie zmarnowałam dnia.

Gdy własne poczucie wstydu i wyrzuty sumienia nie są dla mnie wystarczającą motywację myślę o kolejnych zawodach. Choć muszę przyznać, że najlepiej motywują mnie te których się boję. Tak było z maratonem. Potrafiłam o szóstej rano być na nogach, bo do pokonania było ponad trzydzieści kilometrów. Z łóżka i domu wypychał mnie głównie strach o to, że nie przebiegnę tej czterdziestki, spotka mnie ściana, albo okropny skurcz. Wstawałam i biegłam, bo nie było czasu do stracenia. Kolejny weekend oznaczał dodanie kolejnych dwóch kilometrów do wybiegania, z którymi musiałam wyrobić się do maja. Nie chodzi mi o to, żeby na siłę wmawiać sobie obawy czy tworzyć fobie, ale świadomość, że może nam braknąć siły lub kondycji do pokonania ostatnich kilometrów trasy jednak motywuje. Gorzej jest z półmaratonami, które nie budzą we mnie żadnego lęku, dlatego też i motywacja jest nieco mniejsza, ale zawsze pozostaje zachęta w postaci życiówki!

O tak, życiówka potrafi człowieka zmobilizować. Jest wisienką na treningowym torcie. Dlatego też o poranku, gdy nadal się waham myślę też o rozczarowaniu na mecie, jakie spotka mnie jeśli nie poćwiczę szybkości albo wytrzymałości. Pominę jeden, drugi trening, a później będę musiała stanąć w późniejszej strefie czasowej, bo za tymi szybszymi za nic w świecie nie nadążę. Bieg nie będzie przyjemnością tylko męką, a zamiast uśmiechu na mecie będzie ogromna ulga, że to już koniec i ani jednego kilometra więcej.

Motywacja w wersji praktycznej 

Jednak rano lepiej nie bić się z myślami, tylko przejść do działania. Wstać, wskoczyć w biegowe ciuchy i odpalić zegarek razem z muzyką. Żeby mieć pewność, że kolejnego dnia uda nam się zerwać o świcie i wykonać trening, dobrze pomyśleć o tym dzień wcześniej i…

1. Umówić się z koleżanką / partnerem 

Jak już się umówisz to głupio odwołać albo zaspać. Świadomość, że druga osoba także odmawia sobie snu na rzecz kilku lub kilkunastu kilometrów jest pokrzepiająca. Oczywiście lubimy to bieganie, ale nie zawsze o szóstej rano.

2. Powiedzieć współlokatorom / rodzinie, że jutro rano biegniesz 

Mogą Cię obudzić, jeśli jakimś dziwnym trafem budzik nawali. A jak już otworzysz oczy to głupio nie przebiec kilku kilometrów po wcześniejszych zapowiedziach. Choć i tak największym wstydem, jest moment, gdy wchodzą do twojego pokoju po dziesiątej i zaskoczeni odnajdują Cię pod kołdrą. Przecież o tej porze miałaś mieć już w nogach dychę 😉

3. Wyciągnąć z szafy strój i położyć obok łóżka

Ładnie złożone ubrania najlepiej jest umieścić w polu widzenia. Niektórzy moi znajomi nie tylko przed zawodami, ale także na co dzień tworzą z ubrań i butów postać gotową do biegu. Od razu o poranku ma się ochotę wskoczyć w taki barwny strój.

4. Położyć budzik / telefon w drugiej części pokoju

Kiedy tak przeraźliwie piszczy nie masz wyjścia i musisz wstać. Sprawdza się też w przypadku porannych zajęć albo zwykłego dnia pracy.

5. Zaplanować pyszne śniadanie

Owsianka z malinami i borówkami to najlepszy smak wakacji. Po treningu smakuje jeszcze lepiej niż zwykle. A skoro było biegane to można dorzucić do niej trochę miodu albo masła orzechowego!

6. …albo zdrowe ciasto na deser w formie nagrody

Brownie z fasoli albo owsiane ciacha należą się tylko tym, którzy biegają, więc lepiej nie czekaj tylko wstawaj!

A Wy jak motywujecie się do porannego biegania? Z doświadczenia wiem, że praktyczne rozwiązania są dużo lepsze niż bitwa myśli, bo łatwo się wówczas zniechęcić.

Share on FacebookTweet about this on TwitterPin on PinterestShare on Google+Share on LinkedIn

Może Ci się również spodobać