MAM KRYZYS!

Dlaczego obecnie nie startuję w zawodach?

przerwa w bieganiu

Pewnie zauważyliście, że przez ostatni czas było mnie tutaj bardzo mało, praktycznie tyle, co nic. Złożyło się na to wiele czynników związanych z rozpoczęciem własnej działalności, obowiązkami różnego typu oraz faktem, że przestałam biegać. Powoli uporządkowałam większość spraw i tym samym chce wygospodarować czas również na regularne publikowanie postów oraz większe zaangażowanie w mediach społecznościowych. Jednak najpierw chciałam się trochę wytłumaczyć dlaczego zabrakło mnie na półmaratonie w Krakowie czy innych mniejszych zawodach.

Przerwa w bieganiu, czyli dlaczego nie startuję?

1. Bo nie biegam

Czy można prowadzić blog o bieganiu i nie biegać? Można. I jeśli napiszę, że nie miałam czasu na bieganie łatwo będzie można zakwalifikować to do wymówek. „Ja się tylko chce to czas się znajdzie”. Jednak, kiedy ten się znajdował nie marzyłam o niczym innym jak o odpoczynku. Z książką. Z gazetą. Albo po prostu o śnie. Najczęściej kończyło się na tym ostatnim, bo ileż można chodzić z podkrążonymi oczami. W tygodniu działo się wiele, a w weekendy jeszcze więcej. Dlatego bieganie musiało na chwilę pójść w odstawkę, a treningiem stały się rowerowe podróże do pracy.

2. Bo powroty są trudne

Brak treningów przez ponad dwa miesiące nie może skończyć się dobrze. Najtrudniej zmierzyć się z utratą formy, która po takim czasie jest wręcz druzgocąca. Jest ciężko przebiec kilometr, trzy, nie wspominając nawet o siedmiu czy dziesięciu. Dlatego lekko odsuwam w czasie moment rozczarowania moja formą i mentalnego zmierzenia się z tym, że od razu nie przebiegnę piątki poniżej 30 minut, że pewnie będę musiała przejść do marszu, że wrócę do domu szybciej niż przypuszczałam i że pojawia się zakwasy w mięśniach, które niegdyś były świetnie przygotowane do biegowego wysiłku.

3. Bo nie określiłam celu na druga połowę roku

Nie przemyślałam tego, co będzie po wakacjach. Zaplanowałam starty do majowego Wings For Life, a potem mój kalendarz z rozpiską zawodów zrobił się pusty. Zajęłam się innymi rzeczami i nagle stał się październik, który uświadomił mi, że nie, już nie zdążę przygotować się do półmaratonu. Po raz pierwszy nie miałam zaplanowanych startów od stycznia do grudnia i mimo, że mogłam tworzyć cele i zapisywać się na zawody na bieżąco nie poukładam tego dobrze w swoim harmonogramie.

4. Bo zawody nie zając nie uciekną

Na początku swojej przygody z bieganiem wpadłam w błędne koło. Muszę startować, muszę startować, koniecznie muszę startować i się sprawdzać, bić życiówki i dalej startować, startować i startować. Całe szczęście trochę zmądrzałam i wiem, że starty w zawodach dla samych startów nie mają po prostu sensu. Za rok będą kolejne, a nie chodzi o to żeby móc pochwalić się zdjęciem czy medalem, a na trasie niemiłosiernie się męczyć, sapać, cierpieć i przeklinać. Obecnie start w biegu chociażby na 5 kilometrów byłby po prostu głupotą. Nie miałabym z tego żadnej frajdy. Na starcie stanę, wtedy gdy poczuję, że jestem dobrze przygotowana, dam radę pokonać określony dystans i będzie to dla mnie przyjemnością.

Nie chce narzucać sobie presji biegania, bo przecież założyłam bloga, więc trzeba pisać i biegać. Nie chce się przymuszać do aktywności w momencie, gdy nie jestem do niej przekonana. Nie chcę brać na siebie za wiele obowiązków, celów i zadań, bo w pewnym momencie na którymś polu zawiodę. Nie oznacza to oczywiście, że już nigdy biegać nie będę. Wręcz przeciwnie. Nadchodzi długi weekend, więc będzie to idealny czas by zmierzyć się z bieganiem po ponad dwóch miesiącach przerwy, pokonać kryzys, zaplanować działania i treningi do końca roku oraz może rozpocząć nową sportową przygodę? 😉

Share on FacebookTweet about this on TwitterPin on PinterestShare on Google+Share on LinkedIn

Może Ci się również spodobać