WYBIEGANY MIESIĄC

Wybiegany kwiecień 2018

wybiegany kwiecień

W kwietniu przyszło do nas lato, gubiąc gdzieś po drodze wiosnę, o czym świadczą chociażby panie w sandałach i krótkich szortach chodzące po ulicach w połowie miesiąca. W tym czasie schowaliśmy grube kurtki do szaf, ruszyliśmy szturmem na zakupy kolorowej garderoby, doświadczając po raz pierwszy wszystkich niehandlowych niedziel w trakcie jednego miesiąca. Biegacze przebiegli maratony w Warszawie, Gdańsku, Krakowie oraz Łodzi, a ja? Odwiedziłam wspaniały Emaus, popularną wystawę, skakałam na trampolinie i zaczęłam planować majówkę.

Wybiegany kwiecień

1. Trening

Na jeden z treningów na początku miesiąca ubrałam się zimowo. I to był błąd! Koszulka termiczna i długie leginsy to była gruba przesada i to dosłownie 😉

2. Zawody

Bieg Pamięci to wyjątkowe, pięciokilometrowe zawody. Nie było łatwo, zabrakło formy, a słońce mocno dawało się we znaki, ale trochę biegiem trochę marszem dotarłam na metę. To dość brutalna nauczka i kara za lenistwo i niespożywanie węglowodanów. Zdecydowanie tego nie rób!

wybiegany kwiecien

W końcu nadszedł mój ulubiony bieg! Bieg Nocny, bo o nim mowa, to świetna atmosfera, zawsze roześmiani ludzie i interesujące pokazy laserów. W tym roku pojawiły się zmiany – nowa trasa, nowy gadżet, a także nowy termin. Bawiłam się bardzo dobrze, a na mecie dowiedziałam się, że nie wyglądam jakbym brała udział w jakimkolwiek biegu, więc to naprawdę musi oznaczać, że było przyjemnie!

Starałam się uchwycić pokaz laserów, ale niestety niewiele widać.

bieg nocny kraków

3. Posiłek

Pierwsza sałatka zjedzona wspólnie w plenerze! Bije na głowę sushi, sernik i frytki belgijskie.

4. Nowe miejsce

Urząd Paszportowy. Specjalnie wstaje o szóstej rano, by o siódmej stać już pod drzwiami. Przede mną dziesięć osób, za mną całe mnóstwo, a kolejka z minuty na minutę coraz bardziej rośnie. Stoję, opierając się o barierkę przez godzinę i czytam książkę (to akurat mnie cieszy). Punkt ósma ludzie ruszają całą gromadą do automatu, wydającego numerki. Dostaje trzynastkę i zaczynam szukać pisma, które leży na końcu sali. Staję w kolejce do płatności, a nad stanowiskami numerki pędzą jak samochody na autostradzie. Delikatnie proszę o przepuszczenie mnie w kolejce, bo przecież zaraz minie moja kolej! Gdy płacę za paszport wart sto czterdzieści złotych okazuje się, że moja kolejka… minęła. Dopadam do stanowiska przy numerku szesnastym, a Pani stwierdza, że powinnam na nowo pobrać numerek z maszyny, która wydaje już grubo ponad sto pięćdziesiąty numerek. Na całe szczęście Szesnastka nie podchodzi i Pani mnie przyjmuje, oznajmiając, że najpierw się załatwia, a potem rusza do automatu z numerkami. Ale już mnie przyjmie skoro nie umiem odnaleźć się w urzędzie paszportowym.

5. Miły moment

Drewniana skrzyneczka pomalowana białą farbą i cztery fioletowe hiacynty. Jak człowiekowi niewiele do szczęścia potrzeba. Tym samym wiosna zawitała do mojego domu na dobre!

6. Największy sukces

Może nie największy i najbardziej spektakularny, ale… sukces to start sezonu rowerowego! Ostatnie dwa tygodnie kwietnia już miałam go rozpocząć, już prawie wsiadałam na rower, ale ciągle coś wypadało. W ostatni weekend miesiąca nareszcie się udało. I muszę przyznać, że trochę czuję ten sezonowy debiut w nogach.

7. Kultura

„Pitbull. Ostatni pies” – liczyłam, że to będzie dobry film, chociażby ze względu na obsadę. Po wyjściu z sali kinowej miałam wrażenie, że była to historia o niczym. Ani porywająca, ani trzymająca w napięciu, ani intrygująca. Lubie filmy sensacyjne, ale ten niestety nie jest godny polecenia.

wystawa Body Worlds – ciężko mi opisać słowami tę wystawę. Myślę, że po prostu trzeba się na niej znaleźć. Prawdziwe, zakonserwowane ciała robią ogromne wrażenie. Są również prawdziwe narządy (choć oczywiście niektóre są także sztuczne) z prostymi opisami, które tłumaczą ich złożoną role. Jest temat mózgu, płuc, serca, rozwoju płodu czy układu pokarmowego. Przechodząc między salami można przeczytać kluczowe informacje na temat niebezpieczeństw i chorób, jakie czyhają na poszczególne narządy, czyli na nas samych. Oczywiście jedna tablica poświęcona jest ruchowi i jego wpływowi na nasze zdrowie i poszczególne organy. Naprawdę warto choć raz wybrać się na tę wystawę, bo w imponujący sposób pokazuje jak naprawdę działamy i jak niewiele potrzeba by utracić zdrowie.

8. Odkrycie

Debiut na trampolinach! Ależ to był wycisk i jednocześnie przyjemność!

Daj znać jak minął Twój kwiecień! 😉

Share on FacebookTweet about this on TwitterPin on PinterestShare on Google+Share on LinkedIn

Może Ci się również spodobać