MOTYWACJA

Jak znaleźć godzinę na trening?

Wśród wszystkich obowiązków w ciągu dnia czasem naprawdę ciężko wygospodarować choćby godzinę na trening. Jednak nie ma sytuacji bez wyjścia, a wszystko jest kwestią dobrej organizacji. Jak mówią – dla chcącego nic trudnego!

Doba ma tylko dwadzieścia cztery godziny i niestety nie jest z gumy, co zaczęłam ostatnio dostrzegać. Jeśli odpowiednio wcześnie nie zaplanuje treningu nie ma szans by przytrafiła mi się wolna godzina albo dwie w trakcie, których będę się po prostu nudzić i wyskoczę pobiegać. Dlatego też regularnie tworze plany tygodniowe, które pomagają mi upchnąć bieganie między różne, codzienne czynności. Mam też kilka sprawdzonych patentów, które postanowiłam zebrać dla Was w jednym miejscu.

Pracujesz od dziewiątej?

Jeśli wstaniesz o szóstej masz szanse przebiec nawet dziesięć kilometrów w godzinę, wziąć szybki prysznic, wysuszyć włosy, zrobić śniadanie, pomalować się, zerknąć na facebook’a i radosnym krokiem powędrować do pracy. Z mojego doświadczenia wiem, że w godzinę jestem w stanie spokojnie wyrobić się ze wszystkimi porannymi rytuałami. Gdy jeszcze studiowałam, liczyłam ile zajmie mi bieg, dodawałam do tego godzinę po powrocie i półgodziny na ogólne rozbudzenie się i przygotowanie. Tym sposobem powstawała godzina, o której musiałam wstać by ze wszystkim zdążyć. Gdy na drodze nie stawały mi przeszkody w postaci przesuwanych, co pięć minut drzemek, wszystko o poranku układało się idealnie.

Siedzisz w pracy do siedemnastej?

Doliczając niełatwy powrót, w domu możesz być nawet w okolicach osiemnastej, a jeszcze przecież jakaś kolacja, odpoczynek, może sprzątanie, nauka, dzieci i mnóstwo innych obowiązków, na które nie masz ochoty ani siły. Przy dobrej organizacji czasu – rozplanowaniu obowiązków na różne dni i podzieleniu się nimi z innymi lokatorami lub rodziną jest szansa, że dwa, trzy razy w tygodniu uda Ci się wyjść na godzinę z domu. Choć, z własnego doświadczenia wiem, że wieczorami największym wrogiem bywa zmęczenie. Jednak jak tylko uda Ci się przekroczyć próg domu to potem już nic Cię nie zatrzyma. Najtrudniej jest wyjść.

Masz przerwę w zajęciach? 

Wcale nie musisz przesiedzieć jej w bibliotece, na kawie z bitą śmietaną w towarzystwie koleżanek czy przed komputerem. Jeśli przerwa jest tylko na tyle długa by wrócić do domu, przebiec kilka kilometrów, a następnie znów pięknie się ubrać i umalować (choć to akurat niekonieczne) to czemu nie skorzystać! Na zajęcia potem wraca się z dużo większą ochotą i entuzjazmem. Przetestowałam osobiście wielokrotnie! Jednak jeśli przerwa jest zbyt krótka na wskoczenie w biegowe buty, nie masz wyboru – kawa ze śmietaną i koleżanki już czekają.

Wieczorem leci Twój ulubiony serial?

Przecież jest VOD, Netflix i Showmax, obejrzysz później! Kiedy za oknem nie ma siarczystego mrozu ani wielkiej ulewy lepiej wieczór na kanapie zamień na lekką przebieżkę. Serial czy film nigdzie nie uciekną, a jak forma zwieje to potem tylko ból i cierpienie.

Idziesz na randkę?

A może jednak wspólna rundka wokół parku? Choć to raczej polecam parom, a nie osobom na pierwszym etapie znajomości, bo przełamać się i pokazać w obcisłych spodenkach, bez makijażu ze spoconą twarzą to jednak wyzwanie. Choć, z drugiej strony, może być to dobry patent by potencjalny partner zakochał się na zabój albo przynajmniej był wdzięczny partnerce, że nie kazała mu biegać po górach.

Jesteś przed sesją? 

Powtórzysz w trakcie biegu! Sprawdzona i opatentowana metoda. Przed sesją na błoniach w trakcie trzech kółek (10,5km) potrafiłam opowiedzieć sobie w głowie cały materiał. Dotleniony mózg jednak lepiej pracuje. Jak nie mogłam sobie przypomnieć, co było na prawej stronie zakreślone zielonym pisakiem to myślałam dopóki mnie nie olśniło. Plus tych powtórek był taki, że nie mogłam zajrzeć do zeszytu i w końcu musiałam na to wpaść. Dodatkowo kolejne okrążenia mijały w błyskawicznym tempie. Zupełnie nie skupiałam się na kroku, drodze, tempie tylko na systemie medialnym w USA albo platońskich rozważaniach.

Codziennie stoisz w korku?

Wsiądź na rower albo pobiegnij do pracy. Opcja z rowerem jest nieco bezpieczniejsza, a przejechane kilometry można zaliczyć jako trening uzupełniający. Jeśli w pracy masz możliwość skorzystania z łazienki z prysznicem tym bardziej szkoda jeździć samochodem i truć środowisko.

Spotykasz się z koleżanką?

A może zamiast tego wspólne plotki w trakcie biegu? W tempie konwersacyjnym spokojnie można połączyć przyjemne z pożytecznym. Nie jest to może jakiś arcywymagający trening, ale lepsze to niż kawa z bitą śmietaną i beza wciągnięta w kawiarni. Zawsze można też przysiąść na ławce albo zamienić buty na rolki. W tym drugim przypadku trzeba uważać, bo jak się człowiek za bardzo zagada to może wylądować tyłkiem na betonie. Coś o tym wiem.

Wszystkie patenty, z wyjątkiem jazdy rowerem do pracy, przetestowałam osobiście. Muszę przyznać, że sprawdzają się fantastycznie i są dobrym sposobem na to by być aktywnym choć przez kilka dni w tygodniu. Chętnie też poznam Twoje sprytne sposoby na organizację czasu. Może sprawdzą się także w moim przypadku! 🙂

Share on FacebookTweet about this on TwitterPin on PinterestShare on Google+Share on LinkedIn

Może Ci się również spodobać