Z DYSTANSEM

Biegacze czasem są wkurzający

O żeby tylko czasem! Nawet dość często! Bieganie to niby endorfiny, kontakt z przyrodą, relaks, a ja przychodzi, co do czego potrafimy być upierdliwi i męczący jak mało kto. Co nam najczęściej nie pasuje i na co narzekamy? 


„Nie było życiówki – ten bieg się nie liczy!”

Nie liczy się przyjemność, trasa, towarzystwo ani doping tylko czas. Bez lepszego wyniku bieg zostaje uznany za nieistotny i ląduje na samym końcu listy pozytywnych przeżyć. A przecież nie o to nam chodziło, gdy zaczynaliśmy. Nie o czasy, nie o wyniki, a przyjemność i dumę z każdego przebiegniętego kilometra. Ambicja to ważna rzecz, ale czasem przysłania nam racjonalne myślenie.

„Zacznij biegać, zobaczysz jakie to super!”

Uświadomienie znajomych i rodziny o zaletach biegania jest jak najbardziej wskazane. Ale usilne przekonywanie każdego z nich, że powinni zacząć biegać, już nie. Pierwszy, drugi raz można coś wspomnieć, polecić buty, pokazać medale, ale przy dziesiątej usilnej próbie nakładania komuś na siłę butów biegowych powinniśmy się już opamiętać.

„Co za okropny medal! Kto to projektował?”

Pod postami na Facebook’u przedstawiającymi medale zawodów zawsze znajdą się marudy, którym nie podoba się kształt medalu, rozmiar, kolor tasiemki, obrazek, styl, data imprezy i jej trasa (bo jak narzekać to już hurtowo). Biegamy dla medali czy dla przyjemności? Mnie też czasem nie podobają się prezentowane grafiki, ale nigdy nie skomentowałam ich w negatywny sposób bo najczęściej okazuje się, że w realu medale wcale nie wyglądają tak źle.

„Zwykła bawełniana? Dlaczego nie techniczna?” 

Jak wyżej! Zarzutów do koszulek jest jeszcze więcej niż do medali. I brawo dla tych organizatorów, którzy dają możliwość wyboru wzoru w formie głosowania na Facebook’u. Jednak po sprawiedliwej wygranej też znajdą się niezadowolone osoby, które przecież głosowały na większe logo i to z lewej, a nie z prawej strony! Pozostaje jeszcze kwestia dopłaty za nabycie technicznej, a nie bawełnianej koszulki i zarzuty o długość rękawa. Jedyne pretensje jakie rozumiem to te o rozmiar, kiedy M’ka pasuje na pięcioletnie dziecko (i to wychudzone). Ale na to też mam swój sposób – zamawiam większe rozmiary, a gdy koszulka mimo to mi nie odpowiada, zbieram ich kilka i oddaje potrzebującym.

„W tym roku przebiegłem trzy maratony, dwie połówki, siedem dyszek, a Ty?”

Lubimy się chwalić i to bardzo. Wstajemy rano, trenujemy, pocimy się, bolą nas nogi, czasem trafią się jakieś zakwasy. Latamy, gdy pali słońce, gdy na termometrze minus dziesięć. Biegniemy i w deszczu, i w smogu. Rozciągamy się, rollujemy, dbamy o dietę i pokonujemy wszystkie możliwe granice komfortu. Potrafimy w ciągu miesiąca przebiec dwie połówki, a w rok zdobyć piętnaście medali. Krótko mówiąc – robimy rzeczy wielkie! Dlatego chętnie się nimi chwalimy. I nie mam nic przeciwko temu. Jednak jest różnica między dumą z własnych osiągnięć, a ciągłym przechwalaniem się własnymi dokonaniami. Wszystko z umiarem!

„Jak możesz nie korzystać z planu treningowego?!”

Nie korzystam i korzystać nie będę. Ani mnie to nie motywuje ani nie zachęca do wyjścia na trening. Sama tworzę swój plan i jestem zadowolona z efektów. Narzucone odgórnie reguły nie są dla mnie i ustalmy, że każdy powinien trenować i biegać jak mu się żywnie podoba, jeśli sprawia mu to przyjemność.

A Was, co denerwuje w innych biegaczach? 🙂 

Share on FacebookTweet about this on TwitterPin on PinterestShare on Google+Share on LinkedIn

Może Ci się również spodobać

  • Amba

    Z tymi zyciowkami na biegach to naprawde zaraza. Ja na ostatnie pytanie dlaczego tak wolno odpowuadam , ze ja biegam dokladnie 🙂

    • Weronika

      Chyba też tak zacznę odpowiadać! 🙂