Z DYSTANSEM

Biegacze, do lasu!

„Przez Was nie mogłem dojechać!”, „Zamknęli drogę na 3 godziny!”, „Biegajcie sobie gdzieś w lecie, a nie po ulicach miasta!”, „Kto to wymyślił żeby blokować drogi w niedzielę!” – ile razy słyszałam te i podobne zdania nie sposób zliczyć. Dzisiaj parę słów o tych niebiegających, którzy mają ogromne problemy z transportem przez dosłownie dwa dni w roku.  

Pisząc dwa dni, mam na myśli maratony, które najczęściej organizowane są na wiosnę i na jesieni. Odbywają się zawsze w niedzielę i wiążą się z dłuższym zamknięciem ulic. Choć w Krakowie mamy tylko jeden maraton i jeden jesienny półmaraton, o tych ulicznych niedogodnościach nasłuchałam się mnóstwo razy. W Warszawie organizowane są dwa maratony i dwie połówki. Przypuszczam, że w stolicy to dopiero muszą się nasłuchać 🙂 I szczerze mówiąc nie mogę pojąć,  dlaczego zamknięcie ulic, przez kilka godzin, w dzień wolny od pracy jest dla wielu takim problemem. Chyba to nasza typowa polska przypadłość – narzekać, narzekać i narzekać.

Osobom, które zawsze zarzucają mi – przez ten twój bieg, jechałem godzinę do domu!, mówię, że to nie ja jestem organizatorem, a od paru wieków istnieje taki całkiem fajny środek transportu, zwany rowerem. Potem najczęściej następuje niezliczona ilość argumentów o braku jednośladu, dużej ilości bagażu, wizycie w spożywczaku… Aż w końcu dochodzimy do momentu, kiedy mój rozmówca przyznaje, że nie miał bladego pojęcia, że to dziś akurat ten jakiś bieg i, że zamkną parę ulic. A to niespodzianka! Jeśli ktoś nie czyta gazet, nie śledzi komunikatów dotyczących miasta w Internecie, ani nie zauważa wielkich reklam na ulicach, nie powinien mieć pretensji o dłuższy postój w korku lub objazd.

Ale złość na biegaczy nadal jest i wcale nie maleje! Bo, co z tego, że nie wiedziałem. To oni powinni biegać gdzieś indziej! Śledząc relacje z Orlen Warsaw Maratonu natrafiłam na Facebooku, na komentarz oburzonego warszawiaka, któremu nie podobało się zamknięcie ulic i głośny doping w mieście. Biegaczy wysyłał do znajdującego się niedaleko Parku Narodowego. Skoro muszą biegać niech latają po lesie, a nie utrudniają życie poczciwym mieszkańcom stolicy!

Jasne, fajnie byłoby pobiegać w lesie. I mnóstwo biegaczy tak też robi. Ale jak wszyscy wiemy bieganie w lesie, to jednak nie to samo, co asfalt. Poza tym gdyby czternaście tysięcy biegaczy wbiegło do Kampinowskiego Parku Narodowego, skorzystało tam z punktów odżywczych, rozrzucając kubki, banany i czekoladę wszędzie wokół, depcząc przy tym niektóre rośliny i niepokojąc zwierzęta, przypuszczam, że narzekaliby wówczas ekolodzy, miłośnicy przyrody i osoby, które akurat tę niedzielę chciały spędzić spokojnie w parku. Tak źle i tak niedobrze.

No i ten doping! Co on taki głośny! Po co to trąbić, krzyczeć, grać muzykę, jak człowiek chce sobie spokojnie pospać w niedzielny poranek! Tego nie będąc sportowcem nie da się pojąć. O mocy dopingu i wsparcia można byłoby pisać godzinami! Jeden uśmiech, jedna znana piosenka, tu ktoś poklepie po ramieniu, tam krzyknie Ci parę gorzkich słów do ucha i od razu biegnie się inaczej! Bez widzów byłoby o wiele ciężej i na pewno smutniej. Przeciwnikom polecam wyjść z domu, stanąć na ulicy przy barierkach i trochę pooglądać, pokibicować. Ten entuzjazm się udziela!

Drodzy narzekacze, dajcie nam parę razy w roku skorzystać z miejskich ulic! Złapcie trochę dystansu i może sami spróbujcie pobiegać? To uspokaja 😉

Share on FacebookTweet about this on TwitterPin on PinterestShare on Google+Share on LinkedIn

Może Ci się również spodobać