CHCĘ ZACZĄĆ BIEGAĆ

Co Galloway wie o treningu mentalnym biegacza?

Autor popularnej metody marszobiegu napisał także książkę dotyczącą treningu mentalnego. Podtytuł brzmi „Jak utrzymać motywację”, więc książka jak nic nadaje się dla mnie! To znaczy nadawała, dopóki nie wzięłam jej do rąk i nieco się rozczarowałam.

Gallaway jako główny problem w utrzymaniu motywacji wskazuje stres i właściwie wokół tego stresu „kręci się” cała książka. Ma on powodować negatywne emocje, które wiążą się z myślami „jestem zbyt zajęty by biegać” czy „to nie mój dzień”. Na jego pojawienie się może wpływać też niski poziom cukru we krwi oraz pogłębiające się zmęczenie.

Autor jako jeden ze sposobów radzenia sobie ze stresem proponuje stworzenie motywacyjnego planu treningowego, tworzenie realnych celów i koncentrację na pojedynczych wyzwaniach. Natomiast w ramach treningu mentalnego Gallaway zaleca mentalne wizualizacje, stosowanie magicznych słów oraz wykorzystanie brudnych sztuczek. Polegają one na zarzucaniu lassa na osobę biegnącą przed nami albo wyobrażaniu sobie, że na plecach mamy silnik Boeinga 777. Wydaje mi się to nieco absurdalne, ale kto wie, może komuś pomaga.

Gdy w spisie treści zobaczyłam temat „Jak ruszyć w trasę wcześnie rano?”  pomyślałam, że to coś dla mnie! I choć uwielbiam biegać o poranku, czasem cholernie ciężko podnieść się z łóżka. Nie ukrywam, że liczyłam na jakąś receptę na moją niemoc o siódmej. Rady Gallaway’a? Zdefiniuj cel, opisz szczegółowo swój problem i podziel go na mniejsze, możliwe do zrealizowania, części. Z rana działaj na autopilocie, wstań z pierwszym dźwiękiem budzika i pędź do kuchni zrobić kawę, a w międzyczasie załóż już biegowy strój. No, nie do końca na to liczyłam.

W książce znajdziemy także tematy związane z tworzeniem dzienniczka biegowego, zagadnienia dotyczące kontuzji, informacje o znanej metodzie marszobiegu oraz parę zdań o dopasowaniu ubrań do pogody. Autor dokładnie przygląda się także postawie ciała biegaczy, ich odbiciu oraz długości kroków. Radzi jak biegać szybciej, bardziej wydajnie i bezpieczniej.

Liczyłam na to, że książka zmotywuje mnie do regularnych treningów i pomoże przetrwać trudny czas po kontuzji. Jednak niesamowicie mnie zmęczyła. Autor jest bardzo teoretyczny, skrupulatny. Zabrakło mi fantazji, optymizmu i spontaniczności, która ubrałaby mi biegowe buty na nogi. Dodatkowo Galloway często się powtarza i niestrudzenie przez całą książkę umieszcza wiele odnośników do innych rozdziałów, w których „można doczytać więcej” albo „uzupełnić swoją wiedzę”. Informację o tym, iż na kontuzję stopy należy przykładać lód i pod żadnym pozorem nie korzystać z tego umieszczonego w gotowych woreczkach przeczytałam w książce co najmniej pięć razy.

Książka jest teorią na temat tego, co dzieje się w naszym ciele od strony chemicznej i biologicznej w kontekście motywacji. Jest bardzo podręcznikowa. Sama w sobie raczej nie jest motywacją do biegania, a zbiorem mniej lub bardziej potrzebnej wiedzy. Jeśli szukacie motywacji do biegania zdecydowanie lepiej sięgnąć po książkę Anny Szczypczyńskiej „Zakochaj się w bieganiu” lub Beaty Sadowskiej „I jak tu nie biegać!”.

Share on FacebookTweet about this on TwitterPin on PinterestShare on Google+Share on LinkedIn

Może Ci się również spodobać