CHCĘ ZACZĄĆ BIEGAĆ MAM KRYZYS!

Czas w bieganiu wcale nie jest taki ważny

No dobrze – czas w bieganiu jest ważny, ale czy najważniejszy? Może czasem powinniśmy nie zwracać uwagi na tarczę zegarka i wyniki na Endomondo, a zamiast tego zacząć czerpać najzwyklejszą przyjemność z uprawiania sportu?

 

Kilka tygodni temu byłam bardzo ucieszona, bo po miesiącu przerwy wróciłam do biegania. W tej euforii wrzuciłam na fanpage Wybieganej zdjęcie zegarka po biegu. Wskazywał niezbicie – osiem kilometrów w pięćdziesiąt pięć minut. Jednak nie mam (i nie miałam) z tym żadnego problemu, dlatego też zdjęcie bez skrępowania umieściłam na Facebook’u. Parę godzin po publikacji przeczytałam pod nim komentarz –  „czy ten ktoś serio przebiegł 8km w godzinę? Już ja szybciej chodzę”. I właśnie ten komentarz skłonił mnie do pewnych przemyśleń, dotyczących biegania, osiąganych czasów i przemądrzałych ludzi, choć o tym ostatnim dziś pisać nie będę 😉

Wszyscy chcemy wyprzedzić rywala, polepszyć życiówkę lub pobić rekord znajomego. Byle dalej, szybciej, lepiej, wyżej i ku większej chwale. Nie ma w tym nic złego, bo po to są ambitne cele żebyśmy się mogli rozwijać. W sporcie, w pracy, w życiu prywatnym i w najróżniejszych dziedzinach. Ale czy w przypadku biegania czas jest tak naprawdę najistotniejszym aspektem? Dlaczego jedna czy dwie minuty czasem potrafią nam zaprzątać głowę tygodniami, a osiągane czasy przez znajomych wzbudzają respekt lub politowanie? Czy czas jest jedynym wyznacznikiem skutecznego biegania? Czy pokonując w godzinę pięć kilometrów nie możemy powiedzieć o sobie „jestem biegaczem”?

Liczy się serce

Mam nieodparte przekonanie, że biegacz to człowiek z sercem do biegania. Niezależnie od tego czy już biegł w maratonie, czy dychę pokonuje w mniej niż pięćdziesiąt minut, czy czasem przejdzie do truchtu, albo może zatrzyma się przy ławce by zaczerpnąć trochę powietrza. Biegaczem może być piętnastoletnia Marysia, trenująca biegi na orientacje, jak i siedemdziesięcioletni wojskowy, który na emeryturze nie potrafi żyć bez ruchu. Dzieli ich niemalże wszystko, ale oboje kochają biegać i nie przestają pokonywać kolejnych kilometrów. Czy dla nich najważniejszy jest czas? Obstawiam, że dla dziewczynki zabawa, a dla starszego Pana bardziej liczy się piękna pogoda, uśmiechnięci towarzysze i dobre samopoczucie. Bieganie wśród takich osób ma zupełnie inny wymiar, a to czy pobijesz życiówkę w kolejnym półmaratonie przestaje być sprawą życia i śmierci.

I właśnie takim bieganiem powinniśmy się wszyscy cieszyć. Jednak najczęściej ową przyjemność na dalszy plan odsuwają rekordy, życiówki, międzyczasy i własne ambicje. Biegniemy w zawodach często po to żeby pochwalić się wynikiem przed znajomymi, żeby nie było wstydu jak wrzucimy zegarek na Instagram. Żeby z dumą udostępnić trasę na Facebooku i z czystym sumieniem przyznać, że poprawiliśmy własny, zeszłoroczny wynik.

… a wygrywa i tak czas 

Czas jako jedyny mierzalny efekt naszego biegu jest powodem do dumy, wstydu, rozpaczy albo zakłopotania. Gdy pobiegniemy wolniej niż zakładaliśmy i na mecie znajdziemy się minutę później zamiast cieszyć się dystansem, zabawą i fajnie spędzonym czasem, wolimy się zadręczać – gdybym tam przyśpieszył, gdybym szybciej rozpoczęła… Rozumiem, że czas jest ważny, bo chcemy się rozwijać, wychodzić z osławionej strefy komfortu, zdobywać medale i realizować marzenia. Ale przez te cele często sami odbieramy sobie przyjemność z biegania. Przestańmy to robić, bo inni z chęcią zrobią to za nas. Wypunktują nasze błędy, wyśmieją osiągnięty czas, albo porównają do żółwia.

Olejmy ten czas, bawmy się każdym krokiem i nie traktujmy tych wyników śmiertelnie poważnie! Sama po sobie wiem, że w jednym sezonie można pobić rekord w półmaratonie, a w kolejnym nie móc bez zadyszki przebiec dziesięciu kilometrów. Czas to tak relatywna rzecz, powiązana z pogodą, formą, kontuzjami, dyspozycją dnia czy rodzajem trasy, że czasem lepiej nie myśleć jedynie o końcowym wyniku. Pokażmy czasem dystans, pobawmy się tym biegiem, a liczby na zegarku potraktujmy z przymrożeniem oka. Nie zawsze musimy być najlepsi, najszybsi, perfekcyjni i idealni.

Czas nie definiuje nas jako biegaczy, dlatego nigdy nie dajcie sobie wmówić, że ze względu na jeden słaby wynik nie możecie zaliczać się do tej grupy. Miejcie serce do biegania, a nie do liczb!

Share on FacebookTweet about this on TwitterPin on PinterestShare on Google+Share on LinkedIn

Może Ci się również spodobać