CHCĘ ZACZĄĆ BIEGAĆ

Pierwsze wnioski z wieczornego biegania

Zawsze bardzo lubiłam biegać rano. Dzień się wtedy jakoś lepiej układa i już przed jedenastą można przyznać, że zrobiło się coś pożytecznego. Natomiast wieczorem zawsze jest coś do załatwienia, przeczytania, nadrobienia, a w najlepszym wypadku można po prostu odpoczywać.

Przez pięć lat studiów mogłam pozwolić sobie na bieganie rano. W dni kiedy nie miałam zajęć lub zaczynały się stosunkowo późno mogłam pobiegać i jeszcze się wyspać. Zdarzało mi się także biegać w trakcie dłuższych przerw między wykładami, a ćwiczeniami. Szybko się przebierałam, biegłam, myłam, jadłam posiłek, malowałam i pędziłam znów na uczelnie z poczuciem dobrze wykorzystanego czasu. Kiedy w planie miałam jeden wykład w ciągu dnia, który startował o ósmej, oznaczało, że już o dziesiątej, z czystym sumieniem po zajęciach, będę na błoniach. Pięć lat minęło nie wiem, kiedy i właśnie okazało się, że już nie pobiegam rano. Chyba, że będę wstawać o szóstej, co niestety w moim przypadku jest zadaniem trudnym. Dlatego tak bardzo podziwiam biegaczy, którzy wstają o świcie by przebiec kilka kilometrów! A co ze mną? Skoro rano nie mogę, to w takim razie postanowiłam polubić wieczorne bieganie.

Zacznijmy od tego dlaczego właściwie tak tego nie znoszę. Pomijając zmęczenie i pokaźną liczbę obowiązków, o ósmej rano mogę cieszyć się pustą prostą przy Reymonta, po drodze napotykając tylko pojedyncze osoby lub innych sportowców. W trakcie letnich upałów jest jeszcze przyjemnie chłodno, a zimą można być jedną z pierwszych osób, która zostawia ślady na ośnieżonych alejkach. Miasto dopiero się budzi. Jest naprawdę cicho i przyjemnie. O późniejszych godzinach na chodnikach, alejkach i błoniach zawsze jest mnóstwo ludzi – rodziców z dziećmi, rolkarzy, rowerzystów, psów i zakochanych par. Robi się tłoczno, a wszyscy zajmujący ławki dziwnie się na Ciebie patrzą, gdy próbujesz się rozciągać albo akurat robisz interwały. O poranku błonia i wały nad Wisłą są tylko moje, wieczorami muszę się nimi dzielić z pokaźną liczbą krakowian (zwłaszcza latem).

Jednak postanowiłam się nie zniechęcać i spróbować biegać wieczorami. Zaliczyłam trzy treningi, które zaczynały się w okolicach godziny dwudziestej. Kiedy startowałam robiło się chłodno, ale nadal było jeszcze widno. Półtorej godziny później panował już półmrok. Ulice robiły się coraz bardziej puste, a prosta na błoniach coraz bardziej zatłoczona. Wieczorową porą przebiegłam łącznie ponad trzydzieści kilometrów i mam nadzieje, że po kolejnych trzydziestu zacznie mi się podobać, bo póki co nie jestem zachwycona. Ale za to mam już pierwsze wnioski z późnych, jak dla mnie, treningów:

Wieczorem o wiele ciężej wyjść z domu niż rano

Po całym dniu pracy, załatwiania rozmaitych spraw i podróży zatłoczonym tramwajem, bieganie było ostatnią rzeczą o jakiej myślałam. Przegrywało z odpoczynkiem, ciepłym obiadem, książką i snem. Paradoksalnie rano łatwiej wstać z łóżka niż wieczorem się w nim nie położyć.

Latem lepszy jest romantyczny spacer nad Wisłą

W ciepły letni wieczór, częściej miałam ochotę ubrać sukienkę, lekkie balerinki i wybrać się nad Wisłę, niż biec tą samą trasą w spoconym podkoszulku. Wakacje są tak krótkie, a te piękne wieczory mijają zaskakująco szybko. Zimą też będę mogła pobiec, ale o takim spacerze w przyjemnej aurze mogę wówczas zapomnieć.

Trzeba nauczyć się współpracować z dziećmi, psami i rowerzystami

Wszędzie tłok. Ci, którzy wybrali te romantyczne spacery dzielą ze mną, biegnącą wieczorem, chodniki, alejki, wały i każdy zakamarek krakowskich ulic. Mijając ich czuję się jak kopciuszek na wielkim balu. Dość niekomfortowo.

Mam nadzieję, że przestawię się na wieczorne eskapady, bo studenckie czasy już nie wrócą. Zawsze zostają mi weekendy i moje ulubione poranki. Jeśli chce nadal kontynuować tę przygodę muszę się zmobilizować, nie mam wyjścia! 🙂 Dlatego jeśli masz jakieś patenty na to by wieczorem chciało się tak samo, jak i rano, podziel się proszę!

Share on FacebookTweet about this on TwitterPin on PinterestShare on Google+Share on LinkedIn

Może Ci się również spodobać