ZAWODY

Wings For Life Poznań – relacja

wings for life

Od kilku lat regularnie oglądałam transmisję z Wings For Life w TVN24. Gdy relację z biegu zastępowały bieżące wydarzenia włączałam relację w internecie. I oglądałam ją aż do wieczora, gdy zawody kończyli najlepsi zawodnicy. Zawsze bardzo chciałam wziąć udział w tym biegu, bo wydawał mi się naprawdę wyjątkowy.

I gdy kilka dni temu w sobotę rano odebraliśmy pakiety na Międzynarodowych Targach Poznańskich byłam bliska wzruszenia. W końcu mieliśmy wziąć udział w niepowtarzalnym, charytatywnym biegu, razem z biegaczami na całym świecie!

Wings For Life – co to takiego?

Ogólnoświatowy bieg, w ramach którego biegacze biegną dla osób chorych, które biegać nie mogą. Cała kwota wpłacona w ramach zapisów przekazywana jest na badania nad rdzeniem kręgowym. Bieg startuje jednocześnie na całym świecie. W Polsce zawsze o godzinie trzynastej, a w Australii w środku nocy. Biegaczy goni samochód-meta, który wyznacza koniec trasy i z czasem coraz bardziej przyśpiesza, goniąc najlepszych zawodników. Zwycięzca oraz zwyciężczyni w danym kraju może w kolejnej edycji wybrać dowolną destynację i w niej przebiec kolejny Wings For Life.

Pierwsze wrażenia

W sobotę zaraz po przyjeździe do Poznania odebraliśmy pakiety startowe na gigantycznej hali. Podpisaliśmy zgody i odebraliśmy worki, w których organizatorzy umieścili dwa batoniki, gazetę w języku angielskim, numer i koszulkę z agrafkami. Nie wzięliśmy żadnego etui na telefon, dlatego liczyliśmy na targi, gdzie często oprócz żeli, izotoników, skarpet oraz zegarków można też dostać najróżniejsze akcesoria. Jednak okazało się, że jedyne stanowisko należało do sponsora – marki Benecol. Na początku byliśmy zdziwieni, ale potem zgodnie przyznaliśmy, że targi wcale nie są „must be”. W efekcie biegliśmy z telefonem w ręce, dzięki czemu na trasie mogliśmy robić zdjęcia i kręcić filmy.

Bieg startował o trzynastej, ale już po dziewiątej pod naszymi oknami kręciły się grupy biegaczy. Po doświadczeniu z Warszawy szybko sięgnęłam po telefon. Znów pomyliłam godzinę startu? O nie, tym razem obyło się bez wpadki, więc spokojnie ruszyliśmy ulicę dalej do Poznańskiej Palmiarni, a po powrocie przygotowaliśmy sobie przedstartowe śniadanie na balkonie.

Biegniemy!

Przed dwunastą ruszyliśmy na start, gdzie znajdowały się już tłumy uczestników. Odnaleźliśmy trzecią strefę startową, wzięliśmy udział w rozgrzewce z Joanną Jóźwik, posłuchaliśmy krótkich wywiadów z Tomaszem Walorowiczem (zwycięzcą poprzednich edycji w Poznaniu) i Adamem Małyszem i cierpliwie czekaliśmy na start przy pięknej pogodzie i energicznej muzyce. Punkt trzynasta pierwsi zawodnicy wyruszyli na trasę, a my w rekordowo szybkim czasie, bo już po trzech minutach, również przekroczyliśmy linię startu. Osiem tysięcy biegaczy wybiegło z Targów Poznańskich bardzo szeroką aleją wraz z osobami na wózkach i uczestnikami w specjalnych szkieletach, umożliwiających poruszanie się.

Pierwsza część trasy prowadziła przez centrum Poznania, kierując nas w okolicę Malty. Na piątym kilometrze opadłam z sił i co chwilę łapały mnie kolki. Szósty kilometr również był mało przyjemny, ale na szczęście na siódmym organizatorzy umieścili kurtynę wodną. Wpadliśmy pod nią z pełnym impetem i wybiegliśmy cali mokrzy. I od tego momentu biegło mi się o wiele lepiej! Zaczęły się domy jednorodzinne, droga nieco się zwężyła i zaczęła prowadzić pod górę. Po prawej stronie mijał nas pociąg, a po lewej kibice dzielnie wspierali wszystkich uczestników.

wings for life

Głównym celem było dobiegnięcie do dziesiątego kilometra. Gdy tam dotarliśmy porwaliśmy po dwa kubeczki wody i fragment banana. Cel wykonany, teraz Adam Małysz mógł już nadjeżdżać. Jednak samochód nie pojawiał się za naszymi plecami, więc szybko zabraliśmy się za pokonywanie dalszej części trasy. Trzysta metrów dalej wszyscy zaczęli krzyczeć „jedzie, jedzie!”. Każdy przyśpieszył tempo, oglądał się energicznie za siebie i chciał pokonać jak najdłuższy fragment trasy. Meta złapała nas dwieście metrów dalej i z ogromnym uśmiechem na ustach machaliśmy do Adama, który pojechał gonić kolejnych zawodników.

Gdzie ten autobus?

Świetne humory, wzruszenie i wspaniałe wrażenia nieco zepsuło nam czekanie na autobusy, które miały zawieść nas na start. Czekaliśmy godzinę nim wepchnęliśmy się do naprawdę pełnego autobusu. Ale to nic! Mimo, że było w nim naprawdę gorąco, nadal byłam zachwycona udziałem, biegiem, ludźmi i atmosferą. Zrobiliśmy coś dobrego, a przy tym jeszcze mieliśmy frajdę! Po trzydziestu minutach podróży autobus wyrzucił nas na początku trasy i symbolicznie przebiegliśmy przez metę po medale.

Wings For Life to najlepszy bieg w jakim brałam udział! Celowo nie nazywam go zawodami, bo myślę, że mało kto rozpatrywał go w takich kategoriach. Każdy chciał pokonać chociażby symboliczną liczbę kilometrów, wesprzeć potrzebujących i wziąć udział w niepowtarzalnym wydarzeniu, które odbywa się raz w roku właśnie w Poznaniu. Atmosfera była naprawdę wyjątkowa, wszyscy się uśmiechali, robili sobie nawzajem zdjęcia, nikt nie pytał o życiówki, i taktykę. Liczył się udział i bycie częścią wielkiego, ogólnoświatowego wydarzenia, które w niedzielę szóstego maja zjednoczyło biegaczy na całym świecie. Jestem niesamowicie szczęśliwa, że byłam jego częścią i biegnąc zrobiłam również coś dobrego! Wspaniałe wydarzenie i niesamowity bieg!

Jeśli w tym roku oglądałeś Wings w telewizji, obiecaj mi, że za rok spotkamy się w Poznaniu na trasie! 🙂

Share on FacebookTweet about this on TwitterPin on PinterestShare on Google+Share on LinkedIn

Może Ci się również spodobać